czwartek, 16 czerwca 2011

...

I po egzaminach. Od razu świat stał się piękniejszy, Hiszpania z powrotem przyjemna i dni płyną inaczej. Każdego dnia jest niedziela, budzimy się po jednej niedzieli, ale nic się nie zmienia i ciągle jest niedziela. Chodzimy do parku, imprezujemy, oglądamy filmy wieczorami. Pogoda od kilku dni jest iście wakacyjna - w ciągu dnia czterdzieści stopni, w nocy trzydzieści. Powietrze ma taki specyficzny zapach upału, czasów chillowania się, picia wody z lodem i cytryną dla ochłody i takich innych.

Byli u nas przez trzy dni koledzy P. Trzech mężczyzn w domu więcej, a wydawało się jakby zamieszkał u nas oddział wojskowy. Pierwszej nocy darzyłyśmy ich czystą nienawiścią, kiedy wydzierali się w kuchni, śpiewali na całe gardło "Por que te vas?" podczas, gdy my próbowałyśmy wyspać się przed egzaminami. Potem jednak sytuacja się odwróciła i spędziliśmy dwa szalone i bardzo przyjemne dni. Wczoraj dom nagle opustoszał, ale na krótko. Od dziś będzie mieszkał z nami M-rko, który teraz tymczasowo jest w Czechach. Wciąż nie wiemy, kiedy się wyprowadzimy. Manana, zobaczy się. W planach jest wiele imprez pożegnalnych, ogólnie zaczął się czas, kiedy często widzimy się z kimś, kogo możliwe, że nigdy więcej nie zobaczymy. Trochę to przykre, ale było wiadomo, że prędzej czy później ten okres nastąpi.

W naszym stylu średnio-kiepskiej, żeby nie napisać zupełnie nieudanej, organizacji zaczęłyśmy z M. załatwiać formalności uniwersyteckie związane z powrotem. Mam nadzieję, że zdążymy ze wszystkim. Dziś totalne ple ple, wybaczcie. Idę cieszyć się słońcem!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz