wtorek, 28 czerwca 2011

Barca na 3 dni

I stało się, wyprowadziliśmy się. Udało nam się opuścić mieszkanie z resztą kaucji w kieszeni, co jest dobrą wiadomością biorąc pod uwagę ilość zniszczeń. I to nie jest tak, że robiliśmy to specjalnie, sporo rzeczy się popsuło przypadkiem, nasze mieszkanie nie było też w świetnym stanie od początku. I tak odpadły drzwi od szafki, zbił się blat od stołu, zepsuły rolety w pokoju M., prawie od każdej szuflady odpadły "rączki", odpadł kran w kuchni (M-rko naprawił), połowa framugi drzwi wejściowych odpadła (przyczepiliśmy "na słowo honoru"), od tych samych drzwi odpadła też mosiężna klamka (przykleiliśmy klejem od Chińczyka "poprosimy najmocniejszy klej, jaki Pan ma"), były jakieś dziury w firankach i to chyba tyle. Ale mieliśmy też wkład pozytywny taki, jak nowy garnek, mop, przytachana sofa, jakieś miski, nowe szklanki, dużo przypraw kuchennych i takie tam. Powiedzmy, że to jakaś rekompensata. Nasz landlord okazał się bardzo spoczi i nie policzył nam NIC za zniszczenia, chociaż przyznaliśmy się do tych najbardziej widocznych.

To wszystko było dwa tygodnie temu, z częścią kaucji w portfelu i uśmiechami na twarzach ruszyliśmy od razu na costę bravę. Spędziliśmy tam parę dni - plaża, słońce, dni gorące, imprezy. Trafiliśmy na święto sant Joan i fiesty na ulicy, tańce i koncerty tuż przy plaży. Znaleźliśmy super tani apartament (dumne słowo) dziesięć metrów od morza... Głupi ma zawsze szczęście. Potem szybki powrót do Zaragozy na dwa egzaminy, a teraz jesteśmy w Barcelonie na parę dni. Dziś z ciężkim sercem pożegnaliśmy się z M-rko, który wrócił już do Czech.

czwartek, 16 czerwca 2011

...

I po egzaminach. Od razu świat stał się piękniejszy, Hiszpania z powrotem przyjemna i dni płyną inaczej. Każdego dnia jest niedziela, budzimy się po jednej niedzieli, ale nic się nie zmienia i ciągle jest niedziela. Chodzimy do parku, imprezujemy, oglądamy filmy wieczorami. Pogoda od kilku dni jest iście wakacyjna - w ciągu dnia czterdzieści stopni, w nocy trzydzieści. Powietrze ma taki specyficzny zapach upału, czasów chillowania się, picia wody z lodem i cytryną dla ochłody i takich innych.

Byli u nas przez trzy dni koledzy P. Trzech mężczyzn w domu więcej, a wydawało się jakby zamieszkał u nas oddział wojskowy. Pierwszej nocy darzyłyśmy ich czystą nienawiścią, kiedy wydzierali się w kuchni, śpiewali na całe gardło "Por que te vas?" podczas, gdy my próbowałyśmy wyspać się przed egzaminami. Potem jednak sytuacja się odwróciła i spędziliśmy dwa szalone i bardzo przyjemne dni. Wczoraj dom nagle opustoszał, ale na krótko. Od dziś będzie mieszkał z nami M-rko, który teraz tymczasowo jest w Czechach. Wciąż nie wiemy, kiedy się wyprowadzimy. Manana, zobaczy się. W planach jest wiele imprez pożegnalnych, ogólnie zaczął się czas, kiedy często widzimy się z kimś, kogo możliwe, że nigdy więcej nie zobaczymy. Trochę to przykre, ale było wiadomo, że prędzej czy później ten okres nastąpi.

W naszym stylu średnio-kiepskiej, żeby nie napisać zupełnie nieudanej, organizacji zaczęłyśmy z M. załatwiać formalności uniwersyteckie związane z powrotem. Mam nadzieję, że zdążymy ze wszystkim. Dziś totalne ple ple, wybaczcie. Idę cieszyć się słońcem!

niedziela, 12 czerwca 2011

Dekalog erasmusa

1. Miejcie pogardę dla nieodpowiedzialności,
2. Kac nie pomaga w nauce,
3. Nie istnieje coś takiego, jak "pójdziemy tylko na dwie godziny i wrócimy przed czwartą",
4. Nie słuchajcie współlokatorów, kiedy mówią "ale to nasza ostatnia noc razem" (powtarzane z przekonaniem po sto razy mimo, że będziemy razem mieszkać jeszcze co najmniej przez tydzień),
5. Gdy macie egzaminy w poniedziałek i wtorek, w sobotę nie należy wychodzić na imprezę, to głupie i nieodpowiedzialne!!!!!!
6. Stosujcie się do tych rad, bo inaczej pożałujecie.

Dekalog erasmusa na dziś ma 6 punktów. Dziękuję.


*update

7. Jeśli już się zdarzy tak, że nie zastosujecie się do powyższych żelaznych zasad (!) nie należy szukać pomocy w google "how to cure a hangover". To nic nie pomoże,
8. Weźcie plusha, posłuchajcie przyjemnej muzyki, wyluzujcie. Weźcie prysznic, idźcie do parku i uczcie się Drogie Dzieci.

Przyjemna muzyka:


poniedziałek, 6 czerwca 2011

Pościg na dzielni

Nic ostatnio nie piszę, bo nie umiem. Wszystko co piszę to biadolenie na dysonans cieszę-się-nie-cieszę, że wracam. Niby to dopiero za miesiąc, ale minie zanim się obejrzę. Teraz mamy egzaminy, potem szybka wyprowadzka, dwutygodniowy chilling na costa brava i do domu.  Tęsknota będzie straszna Proszę Państwa, ale z drugiej strony też radość, że Warszawa.

Ostatnio dużo się uczę, a raczej staram się zmusić do nauki, a efekty są różne. Mam nadzieję na litość ze strony prowadzących na widok wielkiego napisu "erasmus" przy moim nazwisku :) Pogoda dziś pod psem, rano opalaliśmy się w parku z notatkami, potem zaczęło zbierać się na burzę. Na obiad był kebab (a wczoraj McDonalds), bo nikomu się nie chce niczego gotować. M-rko nie musi się uczyć, tymczasowo nie ma w domu internetu i przychodzi do nas poczatować na fejsbuku itp. Tym samym oczywiście demoralizuje i demotywuje do nauki, zaczynają się pogaduchy i takie tam. Wieczorami przed zaśnięciem, oglądamy zawsze kilka odcinków The It Crowd (polecam) przy piwku i śmiejemy się do rozpuku.

Z ciekawostek jakiś czas temu mieliśmy pod domem pościg. Prawdziwy, taki z policją i przestępcami. Chyba jeszcze nie wspominałam o tym, że mieszkamy w nieco szemranej dzielnicy. Są pewne uliczki, w które po zmroku lepiej nie wchodzić, chyba, że w celu zakupu mocniejszych substancji odurzających lub poznania emigrantów z różnych stron świata, którzy mają różne intencje - przede wszystkim sprzedać coś, wyciągnąć darmowego papierosa, czasem porozmawiać, a innym razem ukraść pieniądze. Oczywiście wprowadzając się nic o tym nie wiedzieliśmy. Nie jest jednak wcale niebezpiecznie, do tej pory nikomu nic się nie stało, poza tym część ulic jest wyłączona z tego klimatu, normalna, jasna i spokojna. No więc siedzimy sobie któregoś razu w kuchni i nagle za oknem śmiga jakiś samochód, a zanim policja na sygnale. I tak kilka razy, wciskali gaz do dechy na tych wąskich uliczkach, szaleńcy. Razem widzieliśmy ze trzy radiowozy, jednych tajniaków z kogutem na dachu no i jakiś ścigany samochód. Uciekinier musiałbyć lepszy, bo po 10 minutach wszystko ucichło i policja smętnie jeździła po ulicach niby to jeszcze je przeszukując. Mają werwę hiszpańscy policjanci.