niedziela, 15 maja 2011

Nauka nauka nauka

Była siostra, pojechała. Teraz są z T. w Madrycie. Te trzy dni minęły bardzo szybko, za szybko. W czwartek i piątek ciągle było coś do zrobienia na uczelnię, a w sobotę pogoda zrobiła psikusa i się zepsuła. Wrócił do nas lokalny wiatr (Cierzo), który tak napiernicza, że żyć się odechciewa, zwiedzanie przestaje być przyjemne i najlepiej schować się w domu z winem i dobrymi przekąskami. Tak też zrobiliśmy, obejrzeliśmy "Lśnienie" Kubricka i mówiąc delikatnie było emocjonująco. Potem przyszła pora iść spać, bo goście musieli rano wstać na autobus. Nie odprowadziłam ich na dworzec, bo na moment pożegnania rozklejam się okropnie i wolałam uniknąć tego po raz kolejny. Odprowadziłam ich tylko do drzwi mieszkania i potem poszłam dalej spać. Wcześniej w nocy Kejti przytuliła mnie przed zaśnięciem, jej loki zalały moją twarz i złączyły się z moimi lokami.  Czułam znajomy zapach jej szamponu i ciała i jasne było, że właśnie przytula mnie ktoś, kto mimo wielu różnic jest taki sam, jak ja. Z tej samej gliny. Świetnie jest mieć kogoś, z kim można się tak poczuć.
 
Z ciekawostek P powoli dobrzeje, tylko ciągle coś ma nie tak z wynikami krwi. Dziś przyjechał jego ojciec i gadali sobie wieczorem, a my z M, która wprowadziła się do mojego pokoju na czas nauki, zamęczamy się pracami domowymi. Taryfa ulgowa dla erasmusów okazała się zwykłą bujdą, na dodatek pracy jest więcej niż normalnie w Polsce. Końca nie widać, mam nadzieję, że jednak jakoś do niego dotrwam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz