Od tygodnia miałam katar i bóle głowy. Dziś rano obudziłam się dodatkowo z bólem gardła i gdy wieczorem już zupełnie źle się czułam pojechałyśmy z M. do szpitala. Bo nie wiadomo gdzie tu są przychodnie, jakie są zasady przyjmowania kogoś komu opieka lekarska przysługuje w ramach EKUZ itd.
Pojechałyśmy autobusem, docieramy wreszcie do szpitala i tam przy okienku tłumaczę z wysiłkiem po hiszpańsku: Jestem tutaj na erasmusie, mam silny ból głowy, gardła itd. Pani pokiwała głową i pyta się: Czy jest pani %$!#%@# ? (tu pada słowo, którego nie rozumiem). Ja inteligentnie odpowiadam: yyyyyyyyyy i pytam M. co to znaczy ^%@$%! ? Pani powtarza to samo po rosyjsku, patrzy na mnie z wyczekującą miną. Ja patrzę na M. M. wymienia z panią kilka zdań (znów nie ogarniam przez gorączkę, czy nie rozumiem bo mówią za szybko - trudno powiedzieć) i wychodzimy. Pytam się znowu M.: co to znaczy %$#!^? Znaczy być w ciąży, to był oddział położniczy - słyszę w odpowiedzi.
Docieramy na odpowiedni oddział. W recepcji kolejna Pani szybko spisuje moje dane. To, że nie pamiętamy kodu pocztowego nie stanowi żadnego problemu. Idziemy do jakiegoś pokoju, tam mierzą mi puls i ciśnienie. Kierują do drugiego pokoju. W poczekalni jest sporo osób i raczej zrezygnowane siadamy na krzesłach. Tu czeka nas miła niespodzianka, po chwili wywołują mnie do gabinetu. Znów tłumaczę co mi jest. Pani mnie bada. Znowu następują śmieszne nieporozumienia, bo ja nie rozumiem, że mam otworzyć usta, podnieść język itd. Pani doktor jest młoda i bardzo miła. Drukuje mi recepty na zielonych kartkach A4. Pytam się co to? Bo wyglądają raczej na jakieś faktury, ale Pani spokojnie mi tłumaczy, że są to recepty i muszę iść z nimi do apteki. Tłumaczy mi jak często mam zażywać leki, pytam się jej jeszcze czy to angina, ona mówi, że tak i po około 30 minutach spędzonych w szpitalu wychodzę.
W całodobowej aptece w centrum miasta kupuję leki (antybiotyk i coś na zbicie gorączki) za cenę taniego drinka, bo leki na receptę są dofinansowane ze środków publicznych. Idealna służba zdrowia, szybko, skutecznie i miło.
Jutro nie idę na zajęcia, muszę iść w piątek kiedy mamy same ćwiczenia i liczy się obecność. A w sobotę jedziemy do Walencji na Las Fallas, czyli festiwal ognia więc w ogóle muszę szybko wyzdrowieć.
no to zdrowiej szybko, siostro! to w tej sprawie dzwoniłaś? angina nic fajnego, ale wizyta w hiszpańskim szpitalu to niezła przygoda. Może było warto ;P
OdpowiedzUsuńno i dobrze, że masz M., bo gdyby nie ona, to nie wiadomo, czy nie leżałabyś teraz na oddziale położniczym ;)
szybkiego (wy/o)zdrowienia!
k
ja cię proszę - bardzo dużo zdjęć z las fallas. i zdrowiej.
OdpowiedzUsuń