Ja nie wiem czy to dobrze czy to źle. To po prostu wypływa ze mnie jak ropa z przekłutego wrzodu, jak woda z wezbranej rzeki. Ja i tak piszę, czy to publikuję czy nie, więc czemu nie opublikować? Polecam się więc Waszej uwadzę, gdy będziecie mieli zbyt wiele czasu wolnego, z nudów, z ciekawości; prawdę mówiąc każdy powód będzie dobry.
Mija trzeci tydzień kiedy jestem w Hiszpanii. Mieszkam w centrum Zaragozy, niedaleko starego miasta. Przed moim mieszkaniem znajduje się szkoła i jak otworzę okno słyszę wesołe krzyki hiszpańskiej dzieciarni, gwizdek ichniego w-fisty, ale to mi nie przeszkadza, tylko właśnie tworzy jakąś przyjemną atmosferę. Z okien naszego mieszkania można zobaczyć ogromną zieloną palmę i słońce, które wdziera się przez firanki do pokoi. Mieszkam z M i P. M znam ze studiów, P poznałam już na miejscu, jest z Belgii, opowiada nam o tym, jakie mają tam piwo, jakie są imprezy, jakie zwyczaje, a my staramy się rewanżować tym samym o Polsce.
Wczoraj byliśmy wieczorem na pubingu. Mieliśmy spotkać się z innymi erasmusami, ale nie zdążyliśmy dojechać na czas na spotkanie, chociaż spóźniliśmy się niewiele ponad godzinę - w końcu jesteśmy w Hiszpanii, tu się nie trzeba się spieszyć! Znajomi nie mieli nam więc tego za złe, ale my byliśmy trochę rozczarowani i źli. Jak wiadomo, najlepszym lekarstwem na smutki są środki odurzające więc poszliśmy się napić. W irish pubie (wszystko inne było już zamknięte) był problem z wyborem drinków, w końcu gdy barman podał nam malibu z sokiem jabłkowym można było oddać się rozmowie. Ponieważ nie znamy się zbyt dobrze rozmowy przebieją w trybie "o dupie Maryni", ale było śmiesznie i to zawsze przyjemnie z kimś pogadać. Bo tutaj mamy taki problem, że wszyscy się nie znamy, nie ma mnóstwa wydarzeń, na których można spotkać innych erasmusów (chociaż jest z tym coraz lepiej) i cierpimy na "brak przyjaciół".
Kiedy wybiła godzina w pół do drugiej pora było zbierać się do domu, bo następnego dnia wszyscy mieliśmy zajęcia. Poszliśmy więc wąskimi uliczkami w stronę domu, od czasu do czasu tylko rozglądając się na nowe miejsca, wymieniając się informacjami o mieście, albo podśpiewując. Wtedy niespodziewanie wyrósł przed nami otwarty pub i wstąpiliśmy "na jednego". W ten sposób wieczór nasz upływał, byliśmy jeszcze w jednym pubie, gdzie z M zdominowałyśmy parkiet, którego nota bene tam nie było, ale było wystarczająco miejsca przed barem żeby trochę potańczyć. A dziś rano my wstałyśmy z trudnością na zajęcia, na których usypiałam, a nasz współlokator zaspał i nie poszedł na uczelnie...
Jak to możliwe, że na erasmusie nie ma erasmusów? Mam nadzieje, ze się rozkręci!
OdpowiedzUsuńPisz, pisz - dobrze wiedzieć co słychać w ciepłym kraju, kiedy my zamarzamy tu z zimna :)
Z.
noo już powoli powoli się rozkręca. to strasznie niesprawiedliwe z tą pogodą! nie zamarzajcie! temofor do łózia i będzie git :D
OdpowiedzUsuńbardzo mi się podoba godzina publikacji tego wpisu.
OdpowiedzUsuńno wiesz, godzina posta ustawia się automatycznie i nie mam na nią wpływu... i nie, nie piszę bloga o 6 rano :) to było w ciągu dnia.
OdpowiedzUsuń